poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział 7




Uważnie wpatrywałam się w postać Zayna, niecierpliwiąc się trochę. Chyba jednak nie uda mi się teraz jakoś przemycić kartki do mojej torebki, albo coś. Zauważyłby.


Fuknęłam cicho, kierując się wgłąb salonu, w którym przebywał, siedząc na fotelu i spokojnie pijąc kawę, przy tym oglądając telewizję. Prawdopodobnie były to wiadomości, ale nie o tym teraz myślałam. List. List.


Doszło do kolejnego morderstwa. Tym razem na przedmieściach Sydney. Za popularnym kasynem znaleziono zwłoki trzydziesto siedmio letniego Robert'a K. Na razie nie możemy znaleźć sprawcy, ale przesłuchujemy już kilku podejrzanych.


Pokręciłam głową, siadając obok czarnowłosego z kubkiem w dłoniach. Oni na prawdę są tacy tępi? 
- Wszystko okej? - Spytał, marszcząc brwi. Nie, nic nie jest okej. Szczególnie to co związane z tobą. 


Wzruszyłam tylko ramionami, robiąc obojętny wyraz twarzy. Piepsz się. - Powiedz coś. Przepraszam. - Złapał mnie za dłoń, na co przeniosłam wzrok właśnie w tamto miejsce. - Siedzimy w tym wszystkim razem. Mamy tylko siebie. Nie możesz mnie ignorować wieczność. - Szepnął, obejmując mnie ramieniem i przyciskając do swojej klatki piersiowej.


- Przypomnij sobie co zrobiłeś. - Warknęłam po dłuższej chwili ciszy, ściskając w dłoni materiał jego koszulki.
- Pamiętam. Przepraszam. Ja na prawdę nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło. - Na chociaż trochę mniej przewidywalną odpowiedź nie mógł się wysilić?


- Wiesz co ty w ogóle mówisz? Zastanów się trochę. - Znacznie podniosłam głos, wyrywając się z jego uścisku i spojrzałam prosto w te piękne, hipnotyzujące oczy, w których byłam tak bardzo zakochana. - Jak ja mam ci teraz zaufać, hm?! No powiedz mi! - Krzyknęłam z wyrzutem, a w moich oczach mimowolnie zaczęły zbierać się łzy. - Tak wiele dla ciebie poświęciłam! Rodzinę! Przyjaciół! Życie!


Próbowałam je odgonić kilkukrotnie mrugając powiekami, ale niestety z marnym skutkiem. Słone krople  strumieniami spływały po moich policzkach, spadając na miękką powierzchnię kanapy. Nie walczyłam już z nimi. Nie dzisiaj. Niech patrzy co udało mu się zrobić. Do czego mnie doprowadzić. Patrz. 


Nic nie mówiąc przyciągnął mnie za nadgarstki jak najbliżej swojego ciała i objął ogromnymi ramionami, zamykając w szczelnym uścisku. O dziwo, nie opierałam się. Nie miałam już siły na nic. Rób co chcesz. Zaczęłam cicho szlochać, mocząc materiał jego koszulki. 


Słyszałam tylko szept wydobywający się z ust Zayna. To mi wystarczyło, aby zrozumieć że mam teraz tylko jego. Moje serce jest zarezerwowane tylko dla niego.


- Jestem tu. Kocham cię.


                                  ***


Czy jest sens kłamać? Może Zayn pozwoli mi wysłać ten głupi list? Przecież nic się nie stanie... 

Kogo ja oszukuję?

Oczywiście że mi nie pozwoli. 

Kolejny raz śledziłam wzrokiem kroplę deszczu spływającą po szybie, skupiając się tylko na niej dopóki nie doszła do końca, rozpływając się. Coś mi to przypomina. Tak, życie. Może powinnam w końcu przestać myśleć o tych, którzy nie żyją? Przecież ich już nie ma. Przeszli swoją drogę, rozpływając się. Niektórzy mieli ją dłuższą, niektórzy krótszą, ale tak widocznie musiało być. 


Tęsknię za Louisem, za tatą. Może ten pierwszy miał krótszą drogę ale sam do tego doprowadził. Nie obwiniam nikogo, ale mimo wszystko taka jest prawda. Cholerne wyścigi. Może gdyby nie one Lou miałby więcej do przejścia? Może teraz siedziałby ze mną? Może mogłabym go przytulić? Jest moim przyjacielem... no cóż, był. 







Przecież nie mogę tak po prostu zapomnieć o chwilach spędzonych z nim. Chcę go z powrotem. Cholera. Dalej nie mogę uwierzyć w to, że on umarł. Nie oddycha. 


Po moim policzku spłynęła łza, a ja cicho pociągnęłam nosem. 


A ten drugi? Miałam więcej czasu żeby oswoić się z jego śmiercią. Był częścią mojej rodziny, 'najlepszym tatą na świecie'. W końcu minęło już sześć lat. Mimo wszystko nadal za nim tęsknię i chcę rzucić mu się na szyję jak mała dziewczynka. Nie mogę.


Odchyliłam głowę do tyłu, stwierdzając, że Zayn już zasnął, po czym powoli zsunęłam się z materacu, stykając gołymi stopami z zimną posadzką. Skierowałam kroki w stronę drzwi, ostrożnie wymykając się z sypialni i idąc do kuchni.


Ledwo cokolwiek widziałam bo było przeraźliwie ciemno, ale jakimś cudem przemieściłam się do upragnionego pomieszczenia, dłońmi szukając szuflady. Oczywiście musiałam potknąć się o taboret, robiąc dużo hałasu. Jaka ze mnie sierota. Przecież on na pewno to usłyszał. No chyba że ma taki mocny sen.


Przystanęłam nieruchomo, a oddech znacznie mi przyspieszył. Co dziwne, nie usłyszałam nic. Żadnego otwierania drzwi, głosu Zayna, nic. Okej? Więc się nie obudził? Z nadzieją patrzyłam na drewniane drzwi sypialni, które oświetlał tylko blask księżyca, wzdychając z ulgą gdy się nie otworzyły. 


Powoli podniosłam nieszczęsny mebel, nie robiąc przy tym żadnego dźwięku i w końcu znalazłam szufladę, otwierając ją i na ślepo szperając przy samym dnie. Niby jak ja mam znaleźć tą jedyną, małą kartkę pośród stosu dokumentów? To nie możliwe. Przecież nie mogę włączyć po prostu światła. Potrzebna mi jakaś latarka. Albo przynajmniej telefon... Właśnie! Telefon. Gdzie on jest? Pamiętam że nie brałam go ze sobą do sypialni. Kanapa! Tak. 


Z uśmiechem na twarzy i wielką trudnością przeszłam do salonu, oglądając całą kanapę, ale wcale nie znalazłam tam mojego telefonu. Gdzie on może w takim razie być? Ze zdenerwowania przygryzłam mocno wargę i przysiadłam na fotelu, zastanawiając się dłuższą chwilę, ale nic nie przychodziło mi do głowy.


Nagle jak gdyby nigdy nic słabym światłem rozświetliło się pół pokoju. Podążyłam za źródłem światła i ze zdumieniem stwierdziłam że wydobywało się ono z szukanego przeze mnie iPhone'a. Z zadowoleniem szybko, ale ostrożnie wstałam z miękkiego siedzenia i podbiegłam do urządzenia, łapiąc je w ręce.


Okej, mam telefon. Tylko... Nie ma ani żadnego powiadomienia, ani wiadomości, a baterii jest czterdzieści siedem procent, więc o co chodzi? Przecież nie podświetliłby się tak sobie, bo chciał. Coś mi tu nie gra. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, nie widząc w nim niczego niepokojącego. Dziwne.


Nie to jednak było moim najważniejszym problemem. Otrząsnęłam się nagle, szybko biegnąc na palcach do wcześniejszego pomieszczenia, tym razem oświetlając sobie drogę. Mimo latarki zamontowanej w telefonie, nadal nie mogłam znaleźć kartki.


A co jeśli Zayn ją znalazł i zabrał? To by wyjaśniało jej zniknięcie, ale od razu by się mnie wypytywał, więc to chyba odpada. Oby. Coraz bardziej się niecierpliwiąc, kolejny raz przeszukałam całą szufladę, w końcu znajdując upragnioną rzecz. Jest. W końcu.


Zabrałam lekko wygniecioną kartkę, przypadkowo łapiąc w dłoń jakąś pustą, ale nawet nie zdążyłam z powrotem otworzyć szuflady, żeby ją odłożyć, gdy nagle całą kuchnię ogarnęła światłość. Ałć. moje oczy. Z szokiem schowałam kartki za plecami, wpatrując się w zaspanego Zayna stojącego w progu i przecierającego oczy.


- Tu jesteś. Czemu nie śpisz? - Spytał zmniejszając trochę dystans pomiędzy nami.
- Chciałam... - Rozejrzałam się z przerażeniem po całym pomieszczeniu. - Napić się wody.
- To czemu nie zaświeciłaś światła? - Spytał, podnosząc brew i przenosząc wzrok na moje ręce, które były schowane za plecami.


- Tak.. Jakoś.. - Bąknęłam pod nosem.
- Co tam masz? - Zmarszczył brwi, a mi prawie serce podskoczyło do gardła. Obejrzałam się do tyłu, ze strachem patrząc na dwie kartki, gdy nagle wpadłam na pewien pomysł. Szybko wsunęłam tą z listem do tylnej kieszeni spodenek i odwróciłam głowę z powrotem w stronę zdekoncentrowanego Zayna.


- Gdzie? - Wypaliłam udając głupią, na co on tylko kiwnął głową w wiadomy kierunek.
- A tak, to! - Uśmiechnęłam się sztucznie, wyciągając zza pleców pustą kartkę. - Nie mogłam spać i chciałam trochę... yyy... porysować. - Palnęłam pierwszą lepszą myśl która przyszła mi do głowy, a on wziął ją z mojej ręki obracając dookoła.
- Widzę że jeszcze nic nie zdążyłaś. - Powiedział, oddając mi ją z powrotem.
- No tak. Nie znalazłam żadnego ołówka, ani długopisu. - Odparłam, na co on  tylko mnie wyminął, przytakując głową i nalewając sobie oraz mi wody do szklanek. - Chyba jednak odechciało mi się rysować. - Odłożyłam zupełnie bezużyteczną kartkę do szuflady, powoli sącząc wodę ze szklanki.


- Pójdę jeszcze do toalety. - Mruknęłam pod nosem, palcem wskazując na wyjście z kuchni. 
- Okej. - Szybko wyszłam z kuchni i skierowałam się do przedpokoju gdzie była moja torebka. Dobrze że łazienka jest dokładnie obok. 


Zestresowana wyciągnęłam list do Liama z tylnej kieszeni i schowałam go jak najgłębiej w torbie, po czym weszłam do łazienki, żeby nie było. Oparłam się o umywalkę, patrząc w lustro. Dasz radę. Jutro przychodzi listonosz. Kilkukrotnie ochlapałam twarz zimną wodą i wyszłam z pomieszczenia idąc prosto do sypialni.



_________________________________________________________________________________